-Dlaczego wczoraj wyszłaś nie wykonując powierzonych przez nas obowiązków?
Ton Saphire był zimny i surowy. Przestałam wykonywać swoją obecną czynność i ze złością spoglądałam na boginię. Tylko spokojnie Er... Tylko spokojnie...
-Przepraszam, postaram się już tego nie robić.- powiedziałam przez mocno zaciśnięte zęby.
To nie tak, że nie lubię Saph, ale teraz doprowadzała mnie do szału.
-Mam nadzieję... Nieważne.- Bogini usiadła przy wielkim stole.
Wczoraj nie wróciłam na noc, a teraz moje myśli zajmował cudowny bóg... Jego ubiór był dość specyficzny... Czarne odcienie mimo wszystko cudownie podkreślały jego czerwone, nawet bardzo czerwone oczy. Miał ostre rysy twarzy, spiczaste uszy, czarne włosy, bladą cerę i dziwną ozdobę przy lewym oku...
Westchnienie opuściło moje usta, a Sahpire i Cierre od razu skupili na mnie swoją uwagę. Poczułam pieczenie na policzkach i uśmiechnęłam się delikatnie zdenerwowana.
-Powinnam już iść...- powoli podniosłam się z krzesła.
-Dokąd?- Saphire wysyczała w moją stronę, a mnie przeszedł zimny dreszcz.
-Saph, jesteś i tak seksowna. Nie spinaj mocniej swoich pośladków...- zachichotałam, a Cierre razem ze mną.
-Spokojnie, nie długo wrócę.- posłałam całusa w ich kierunku i szybko się ulotniłam.
-Eris! Pamiętaj jeszcze o swoich obowiązkach!- usłyszałam ostatnie wołanie zdenerwowanego głosu Saphire.
Otworzyłam ogromne drzwi. W końcu udało mi się od nich ulotnić... Nabrałam powietrza do płuc i zaczęłam biec. W pewnym momencie, gdy byłam daleko od domu zamknęłam oczy. Wiatr dawał mi opór, przez który biegłam wolniej...
-Uważaj!- usłyszałam silny, męski głos i wtedy poczułam jak grunt pode mną się urywa. Przerażona otworzyłam szeroko oczy, a z moich ust wyrwał się krzyk. Mężczyzna biegł w moją stronę, a potem skoczył w moją stronę.
Razem spadaliśmy w dół, a potem zobaczyłam uśmiech na jego ustach...
Isaac??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz