Saphire była nie miła i mógłbym przysiąc, że cieszyła się swoją wyższością nad innymi. Kolejna księżniczka z zadartym noskiem. Była kompletnie inna od Eris.
Jeszcze zanim się z nią pożegnałem, połączyłem nas krwią. Może to dziwne, ale chciałam odczuwać to co ona, tak jakbym był przy niej.
Podążałem za Felicite, która przemierzała długie korytarze. Złotowłosa nimfa zdawała się być zła i rozgoryczona. Miałem małe doświadczenia z nimfami, ale żeby jakaś się denerwowała... To było wręcz niespotykane.
-Widzę, że zaszedł Ci ktoś za paznokieć.- wyrównałem się z nimfą, mówiąc to na tyle cicho żeby tylko ona to usłyszała.
-Nawet nie wiesz jak bardzo...
-Chyba wiem...- nimfa nie miała ochoty rozmawiać. Gwałtownie się zatrzymała przed jakimiś drzwiami.
-To tutaj. W pokoju masz jedzenie i picie. Jeśli nie chcesz obrazić Saphire proszę, abyś tu został. To
sypialnia połączona z łazienką. Mam nadzieję, że będzie Ci odpowiadać.
-Dziękuję Felicite.
Nimfa nic nie odpowiedziała tylko dygnęła i odeszła. Wszedłem do pokoju i gdy tylko zamknąłem drzwi, poczułam przeszywający ból na plecach. Skuliłem się zagryzając wargę. Ból był coraz silniejszy i zacząłem czuć się słabo...
Straciłem równowagę i ból rozrywał mnie powoli na strzępy. Nie daleko stało wielkie lustro. Z nie małą trudnością podniosłem się i zacząłem zdejmować górną część garderoby.
Oglądałem swoje odbicie i nie widziałem nic poza starymi bliznami. Odwróciłem się i na plecach zobaczyłem wypalony znak pentagramu ze smokiem. To było zabranie mocy. Nie moich...
Eris poszła do podziemi, bo Saphire ją tam wysłała.
-Cholera...- warknąłem i uderzyłem w ścianę. Znam na plecach dalej palił jak diabli. To już zostanie na moich i jej plecach na zawsze, szpecąc ciało.- Co takiego zrobiłaś, że spotkała cię tak wielka kara?
Eris?